 |

POLSKA CZOŁÓWKA CZTEROLETNICH I STARSZYCH FOLBLUTÓW W SEZONIE 2011
Od wielu lat nie mieliśmy tak ciekawej sytuacji w gronie czteroletnich i starszych koni pełnej krwi angielskiej. W sezonie 2011 w treningu pozostała cała polska śmietanka wyścigowa z kilku roczników. Zapowiada się pasjonująca rywalizacja konstelacji służewieckich gwiazd - Hipolinera, Rutena, Infamii, Kardinale, Dżulietto, Dancing Moona, Jovellanosa, Invisible Dubai, Atacama Crossing, czy Charro, a być może także Zico i Dżygita.
Należy tylko trzymać kciuki, by wszystkie były zdrowe, bo kilka z nich jest po kontuzjach i rehabilitacji, a Dżulietto na wiosnę znów miał kłopoty ze ścięgnem i jeśli w tym roku wystartuje, to dopiero pod koniec sezonu. Dystansowe tuzy muszą mieć się jednak na baczności, bo niewykluczone, że zagrozi im jakaś perła z zagranicy. W stajni trenera Emila Zaharieva trenuje jedyna w Polsce córka angielskiego derbisty i najlepszego reproduktora w Europie Galileo - Palmilla. Kilka starszych koni ze znakomitymi rodowodami ma przybyć z USA do stajni trenera Sergiusza Zawgorodnego.
Nie mniej ciekawie jest na dystansach sprinterskich i milerskich, gdzie zobaczymy Golden Tirola, Green Maestro, Dżazzil, Dryblera, Kalina, Bonsai's Blade'a i Doctora Dahessa, a być może dołączy do czołówki zakupiony w Newmarket przez Kishore Mirpuriego Inheritor.
Piekielnie szybki Hipoliner
Spośród starszych koni najwyżej sklasyfikowany po sezonie 2010 jest Hipoliner (Belenus - Hipozetta po Who Knows), który powoli staje się weteranem toru. Podopieczny trenera Józefa Siwonii ma już 8 lat, ale przypominamy sobie, że nie tak dawno San Luis w podobnym wieku potrafił biegać na bardzo wysokim poziomie. Problemem jest jednak fakt, że Hipoliner po zwycięstwie w ubiegłym roku w wyścigu o Nagrodę Prezesa Totalizatora Sportowego nabawił się urazu ścięgna, który wykluczył go z biegania do końca sezonu. Rozważano, czy ma kontynuować karierę, czy zostać ogierem czołowym w stadninie Damisu w Awajkach, należącej do właściciela Hipolinera, Bogdana Tomaszewskiego. Po zimowej przerwie wznowił treningi i już lekko kentruje. Z nieoficjalnych wiadomości docierających ze stajni wynika jednak, że ze ścięgnem nie jest niestety idealnie, ale jest szansa, że Hipolinera (wicederbistę z 2006 roku, gdy uległ Kamerdynerowi) zobaczymy w tym sezonie na torze. Ze względu na zaległości, jego lepszej formy należy oczekiwać raczej w drugiej połowie sezonu.
Jeśli wystartuje, będzie z pewnością bardzo mocny. To koń, który - jak się mówi w gwarze wyścigowej - trzyma dystans (zawdzięcza to swemu ojcu, niemieckiemu derbiście Belenusowi, który jest po wybitnym Lomitasie), ale jest przy tym piekielnie szybki (to zasługa jego matki Hipozetty, córki dodającego koniom błysku Who Knowsa). Pokazał to m.in. w 2010 roku w biegu o Nagrodę Prezesa TS (w sumie wygrał tę gonitwę aż trzy razy), gdy na finiszu pokonał Jovellanosa i Rutena. Wcześniej, na grząskim torze, gdy większe znacznie od szybkości miała wytrzymałość, przegrał w Nagrodzie Golejewka z Rutenem. W przeciwieństwie do siwka, Hipoliner nie przepada za mocno elastycznym torem. W 2010 roku Hipoliner startował tylko trzy razy, poza wymienionymi biegami, wygrał też niższej rangi wyścig na 2200 m w Ebreichsdorfie pod Wiedniem.
Na początku kariery Hipolinera panowała opinia, że lepiej biega w pierwszej połowie sezonu, gdyż zwykle słabiej wypadał w Wielkiej Warszawskiej (był trzeci, szósty i siódmy w latach 2006-2008). Wynikało to jednak z faktu, że miał wyczerpującą pierwszą połowę sezonu. W 2009 roku trener Siwonia zaplanował mu mniej startów na wiosnę, zrezygnował z udziału w St. Leger i Hipoliner w pięknym stylu zwyciężył także w Wielkiej Warszawskiej.
Siwy gwiazdor zza Oceanu
Niewątpliwie jedną z największych gwiazd polskich wyścigów w XXI wieku jest zakupiony w USA przez reżysera filmowego Wiesława Saniewskiego Ruten (El Prado - Rash po Miswaki). Nie tylko gwiazdą toru, ale również filmu, bo wyrośnięty, ładnie zbudowany siwek jest jednym z bohaterów filmu Saniewskiego - "Wygrany", który niedawno wszedł na ekrany kin. Specjalnie dla potrzeb tego filmu w sierpniu 2010 roku Ruten wystartował w Baden Baden w gonitwie Preis der Sparkassen (G3, 2000 m), w której zajął 9 miejsce na 12 koni.
Kariera Rutena rozpoczęła się tak na dobre od Derby. W 2008 roku sensacyjnie triumfował w tej gonitwie, a sensacyjnie dlatego, że przed Derby nie wygrał żadnej innej gonitwy, nawet grupowej, co jest bardzo rzadko spotykane. Wzięło się to z tego, że miał problemy z nogami (z tego powodu nie lubi twardego toru) i był opóźniony w treningu. Po Derby w wielkim stylu wygrał w treningu Doroty Kałuby St. Leger, a do historii przeszedł jego wyczyn w Wielkiej Warszawskiej, gdy położył się w start maszynie i przeszedł pod drzwiami. Wyścig skończył na czwartym miejscu. Został wybrany koniem roku 2008 w Polsce.
Będący obecnie pod opieką Adama Wyrzyka Ruten miał w swojej karierze już pięciu trenerów! (Kałuba, Loewe, Nowakowski, Kluczyński, Wyrzyk). W 2009 roku został oddany do treningu w Niemczech u Andreasa Loewe. Jego najlepszym rezultatem na torach Niemiec i Francji było drugie miejsce w Muelheim w wyścigu Listed race na 2950 m. Był też drugi w Baden Baden w Betty Barcley Rennen, ale później było już gorzej. W ubiegłym roku wrócił na Służewiec i biegał ze zmiennym szczęściem. Choć krótko pracował zimą i nie był jeszcze gotowy, w treningu Marka Nowakowskiego wygrał na błocie od faworyta Hipolinera Nagrodę Golejewka. W Wielkiej Nagrodzie Słowacji w Bratysławie, po pięknej walce i prowadzeniu wyścigu, nieznacznie uległ trójkoronowanemu w Czechach, a urodzonemu w Strzegomiu ogierowi Age of Jape. Rozczarował w Nagrodzie Prezesa Totalizatora Sportowego. Był dopiero trzeci, za Hipolinerem i Jovellanosem. Prowadził wyścig dla siebie w dość wolnym tempie i przy szybkiej końcówce miał mniejsze szanse. Ruten to bowiem silny, wytrzymały koń, któremu jednak brakuje trochę przyspieszenia na finiszu. Dlatego lubi wyścigi rozgrywane w mocnym tempie, często galopuje w czołówce, a nawet na czele stawki.
Po porażce podczas Derby Gali 2010 Ruten został przeniesiony do ośrodka Adama Wyrzyka, gdzie oficjalnie jego trenerem został Tomasz Kluczyński. Po filmowym galopie w Baden Baden, chyba jeszcze nie w pełni formy wystartował w Wielkiej Warszawskiej. Przy mocnym tempie szedł drugi za Sokołem, ale na prostej dały znać o sobie zimowe zaległości i brak szybkości i zajął dopiero czwarte miejsce. Przegrał jednak minimalnie i na ostatnich metrach z Dancing Moonem, Kardinale i Against the Wind. Tym dwóm pierwszym zrewanżował się w KMET Classic, gdy po emocjonującej walce pokonał o pół długości Kardinale, mimo że nie sprzyjał mu twardy tor (w tyle były czołowe konie z Czech i Słowacji). Ten wyścig kosztował go jednak prawdopodobnie dużo sił, bo słabo przebiegł w swoim ostatnim ubiegłorocznym starcie we Francji - w Lyonie w gonitwie Listed Race na 2400 m był dwunasty. Odpadł z walki już na początku prostej i stracił dużo do zwycięzcy, a większość rywali byłaby w jego zasięgu, gdyby był w najlepszej swojej formie. Ruten dotąd w 20 startach wygrał 4 wyścigi i ponad 66 tysięcy euro.
W tym sezonie sześcioletni Ruten może być jeszcze lepszy, bo dobrze przepracował zimę i ma teraz świetne warunki do treningu. Wyjechał bowiem w końcu lutego, wraz z siedmioma innymi końmi trenera Wyrzyka, do Włoch. Trenuje w Pisie i przed startami na Służewcu zobaczymy go zapewne w jednym z wyścigów w Italii. Na Służewcu pojawi się prawdopodobnie dopiero 3 lipca na wyścig o Nagrodę Prezesa Totalizatora Sportowego.
Po zakończeniu kariery na torze zinbredowany 5x5 na słynnego Latającego Siwka Native Dancera (oraz 4x5 na wybitnego na torze i w hodowli Tom Fool) - Ruten zajmie prawdopodobnie boks ogiera czołowego i ma szansę stać się cennym reproduktorem. Jest on bowiem synem jednego z najlepszych w hodowli synów epokowego Sadler's Wellsa - El Prado (jego najbardziej utytułowany syn Medaglia d'Oro wygrał 5 mln 754 tys. dolarów i jest ojcem słynnej Rachel Alexandry), stanówka którym przekraczała w USA 100 tysięcy dolarów. Co więcej, matka Rutena jest po ogierze Miswaki, co sprawia, że polski derbista ma niemal identyczne połączenie krwi jak najlepszy obecnie reproduktor w Europie - Galileo, który jest synem Sadler's Wellsa, a jego klasowa matka Urban Sea również jest po Miswaki.
Infamia jak kometa
Pojawienie się Infamii (Tempelwachter - Infanteria po Jape) na służewieckim firmamencie było jak lot komety. Spadła nagle, zrobiła niesamowite wrażenie i szybko zniknęła, ale w tym sezonie do nas wróci. Zakupiona przez Totalizator Sportowy na aukcji roczniaków w Jaroszówce (klacz wybrali trener Krzysztof Ziemiański i jego asystentka Marianna Surtel) Infamia jako dwulatka biegała nieźle (wygrała jeden wyścig II grupy, była piąta w Nagrodzie Efforty i trzecia w Vilniusa), ale nic nie zapowiadało, że będzie aż tak dobrze się spisywać. Przez zimę mocno progresowała i już w wiosennym debiucie wygrała w dobrym stylu Nagrodę Dżamajki, czym zaskoczyła nawet swego trenera Krzysztofa Ziemiańskiego, a następnie była druga za Dżazzil w klasycznej Nagrodzie Wiosennej.
Później przyszedł jednak dużo słabszy występ w wygranej przez Kardinale Nagrodzie Soliny (szóste miejsce), który był spowodowany chyba twardą nawierzchnią, a Infamia takiej nie lubi. To sprawiło, że w pierwszą niedzielę lipca była praktycznie nieliczona i jej zwycięstwo w Derby (na polewanej bieżni, która od dystansu 700 m była elastyczna) było wielkim fuksem, a totalizator płacił z góry 136 zł za 3 zł, a za porządek z jedną z faworytek Kardinale ponad 1000 zł za 2 zł! Efektowny finisz Infamii z końca stawki pod Martinem Srnecem, który od tego momentu stał się gwiazdą Służewca, zapewnił Krzysztofowi Ziemiańskiemu pierwsze zwycięstwo w Derby w karierze trenerskiej.
W najważniejszym wyścigu roku dla klaczy - Oaks, Infamia po raz drugi pokonała Kardinale, znów goniąc ją na prostej i oddając kapitalny finisz. W tym wyścigu rozpoczęła finisz od pola, a skończyła po kanacie, schodząc cały czas w lewo i być może już wtedy zasygnalizowała pewne kłopoty zdrowotne. Po zwycięstwie w Nagrodzie Liry Infamia do końca sezonu już pauzowała z powodu kontuzji i nie doszło do jej konfrontacji ze starszymi końmi. Na szczęście jest już zdrowa, wznowiła treningi i - jak sygnalizował trener Ziemiański - w 2010 roku prawdopodobnie zobaczymy ją na torze po raz pierwszy w czerwcu w Nagrodzie Widzowa.
Tak jak nagle zaświeciła gwiazda Infamii, tak nagle objawieniem wśród ogierów kryjących w Polsce stał się jej ojciec Tempelwachter. Infamia pochodzi z pierwszego rocznika po tym niemieckim ogierze, który mimo bardzo dobrego, klasycznego rodowodu opartego na filarach tamtejszej hodowli (Tempelwachter jest synem Acatenango, a matkę ma po Koenigsstuhlu), był rzadko używany przez polskich hodowców. Tempelwachter miał żelazne zdrowie. Biegał w Niemczech 66 razy, 16 razy wygrał. Był późnym i dystansowym koniem, co wskazuje, że Infamia może poprawić w wieku czterech lat. Nie biegał jako dwulatek, wygrywał od 2400 do 3200 m. Nie był koniem wybitnym, ale dobrym, wygrywał gonitwy Listed Race (trzy razy), plasował się z miejscami w G3. Rodowód ma jednak świetny. Jego ojcem jest trzykrotny koń roku w Niemczech Acatenango (po epokowym Surumu), na którym Andrzej Tylicki wygrał Derby w Hamburgu. W hodowli Acatenango dał m.in. niemieckiego derbistę i zwycięzcę Japan Cup Lando oraz derbistkę Borgię, drugą w Breeders Cup Turf i trzecią w Łuku Triumfalnym. Matka Tempelwachtera to córka wielokrotnego niemieckiego championa reproduktorów Koenigsstuhla (ojciec wybornego Monsuna), a babka to niemiecka wiceoaksistka, a więc linia żeńska też bardzo dobra. Po sukcesach Infamii i czterech zwycięstwach Mozy, wygranych Jansena, Bombonierki i Sceptyka, Tempelwachter został doceniony i w tym roku w Iwnie dostał więcej klaczy do krycia.
Infamia (wybrana koniem roku, wspólnie z Kardinale, w wyborach "Życia Warszawy" oraz samodzielnie koniem sezonu podczas gali Totalizatora Sportowego) ma też niezłą linię żeńską. Jej matka Infanteria, córka wielokrotnego championa reproduktorów w Polsce Jape'a, urodziła wcześniej dobrego Informatyka, który był drugi w Derby Austrii o łeb za Golden Tirolem (przegrał nieszczęśliwie, bo dżokej Jerzy Ochocki zgubił w wyścigu bat). Czwartą matką Infamii jest Iranda, która w treningu Stanisława Dzięciny wygrała w 1976 roku Derby na Służewcu pod Janem Filipowskim.
Kardinale - zawsze w porządku
Gdyby wybierać konia, który w poprzednim sezonie prezentował najrówniejszą wysoką formę, a także konia, który może czuć największy niedosyt, to w obu przypadkach byłaby to Kardinale (Belenus - Kornelia po Who Knows). Ta nieduża (154 cm w kłębie), ale bardzo silna i muskularna klacz (184 cm w popręgu) miała wielkie serce do walki i we wszystkich swoich startach w wieku trzech lat plasowała się na pierwszym lub drugim miejscu, gracze mogli więc w ciemno grać ją do porządku bez względu na rangę gonitwy i rywali. Ta prawnuczka wybitnej Konstelacji wygrała Nagrodę Soliny i St. Leger i aż 6 razy była druga, w tym w najbardziej prestiżowych gonitwach: w Derby, Oaks, Wielkiej Warszawskiej, KMET Classic, a także Nagrodzie Irandy i wyścigu II grupy. Kardinale wygrała w 2010 roku najwyższą sumę nagród spośród wszystkich koni biegających na Służewcu - ponad 144 tysiące złotych. W tradycyjnych wyborach "Życia Warszawy" została wybrana koniem roku 2010, wspólnie z Infamią.
Po pewnym zwycięstwie w Nagrodzie Soliny Kardinale była jedną z faworytek Derby 2010. Wyścig złożył się dla niej o tyle nieszczęśliwie, że już na początku prostej znalazła się pod Rastislawem Juraczkiem na czele stawki i przez prawie 500 metrów prowadziła. Na ostatnich stu metrach minęła ją finiszująca z tyłu Infamia, która pokonała Kardinale także w Oaks. Kardinale jest późną i dystansową klaczą, przyszła na tor gruba i długo dochodziła do optymalnej dyspozycji. W najwyższej formie była w St. Leger i Wielkiej Warszawskiej. Ostatni klasyk sezonu wygrała w efektownym stylu przed Dancing Moonem.
W Wielkiej Warszawskiej ogier zrewanżował się, wygrywając z klaczą o łeb. Dosiadający Kardinale dżokej Aleksander Reznikow jechał w dystansie na przedostatniej pozycji, mając dużą stratę do czołówki i długo zwlekał z oddaniem finiszu. Ruszył dopiero w połowie prostej, ale nie zdołał dogonić syna Professionala. Wyścig został rozegrany w mocnym tempie, a mimo tego Kardinale potrafiła pokonać ostatnie 500 m w wybornym czasie, około 28,5 sekundy. Podczas spotkania w Rosyjskim Ośrodku Kultury Reznikow przyznał, że największy błąd w karierze popełnił właśnie w Wielkiej Warszawskiej na Kardinale. Podopieczna nestora polskich trenerów Andrzeja Walickiego sezon zakończyła drugim miejscem za Rutenem w KMET Classic. W tym wyścigu była już trochę zmęczona sezonem i pościgiem w Wielkiej Warszawskiej.
Kardinale dobrze przezimowała, ładnie wygląda, jest bardzo silna, rozpiera ją energia, wydłużyła akcję w galopie. Jej tegoroczny plan startów zakłada debiut w Nagrodzie Golejewka, a następnie prawdopodobnie wyjazd na Wielką Nagrodę Słowacji do Bratysławy, a 3 lipca start w Nagrodzie Prezesa Totalizatora Sportowego, gdzie być może dojdzie do jej czwartego pojedynku z Infamią. Jak dotąd stan rywalizacji - 2:1 dla Infamii.
Kardinale jest owocem tego samego nicku, co Hipoliner, czyli Belenus - Who Knows. Podobieństw jest więcej, ponieważ zarówno matka Kardinale - Kornelia, jak i matka Hipolinera Hipozetta mają inbred na jednego z najlepszych ogierów w historii światowej hodowli Bold Rulera, który jest ojcem konia wszech czasów Secretariata. Kardinale jest półsiostrą utalentowanego Kornela, który wygrał Skarba, Doris Day i Golejewka, był drugi w Prezesa TS, a obecnie jest ogierem czołowym w SK Golejewko. Ich matka Kornelia wygrała nagrody Efforty i Demony, była druga w Oaks za Czerwoną Różą. Wyhodowana w Golejewku prawnuczka Konstelacji pochodzi z wielce zasłużonej w naszym kraju rodziny oaksistki Quarry, która wydała tak znakomite konie jak Kadyks, Kajus, Kasjan, Konstelacja, Kosmogonia, Korab, Księżyc, Krezus, Karina, Kalifornia, Królowa Gwiazd, Kombinacja, Kartagina, Kornelia, Karta, Kolorado, Kornel, Kenya Dance.
Asy Państwa Pokrywków
Barbara i Marian Pokrywkowie od wielu lat przyzwyczaili nas do tego, że niemal w każdym sezonie wyciągają kilka asów z rękawa, to znaczy świetnych koni, które wygrywają najpoważniejsze gonitwy na Służewcu. Wystarczy przypomnieć trójkoronowane Dancer Life'a i Dżesmina. Wszystko to za sprawą niedocenionego i niewykorzystanego odpowiednio w polskiej hodowli Professionala (niestety, padł w 2010 roku), syna wspaniałego Sadler's Wellsa, który jest ojcem większości najlepszych koni wyhodowanych w stadninie pod Jelenią Górą.
Synem Professionala jest także Dancing Moon (od Dyktatorki po Kastecie), który jest bratem wspomnianego Dancer Life'a (w Derby wyrównał rekord toru Krezusa na 2400 - 2 min 28 s). Dancing Moon trochę klasą ustępuje swemu starszemu bratu, ale i tak osiągnął duże sukcesy. Ten piękny, muskularny, energiczny, ciemnogniady ogier w wieku trzech lat wygrał Nagrodę Iwna, a w Derby był trzeci za Sorosem i Zico, drugą połowę sezonu 2009 miał słabszą.
W poprzednim sezonie przeszedł spod skrzydeł mistrza Andrzeja Walickiego do jego ucznia Wojciecha Olkowskiego (15 lat był koniuszym u Walickiego). Choć przez zimę rozwinął się, nabrał masy i galopował bardzo wydajnie, to wiosną 2010 trochę rozczarowywał (piąty w Golejewka i Kozienic, czwarty w Prezesa TS). Odżył jesienią, zajmując drugie miejsce za Kardinale w St. Leger, a przede wszystkim wygrywając pod Wiktorem Popowem Wielką Warszawską, a był to pierwszy triumf w tej słynnej gonitwie dla państwa Pokrywków. W KMET Classic Dancing Moon znów wyraźnie uległ Rutenowi i Kardinale i zajął dopiero siódme miejsce, ale wpływ na to mogły mieć przepychanki dżokeja Popowa z Garym Hindem, który sprawiły, że koń został wybity z rytmu. Dancing Moon znów świetnie wygląda i galopuje, zapewne sprawi jeszcze niejedną miłą niespodziankę swoim sympatykom.
Państwo Pokrywkowie w bieżącym roku tym bardziej liczą na Dancing Moona, bo znów kontuzjowany jest inny ich as sezonu 2010 - Dżulietto (Exaltation - Dżeni Lady po Professional). To trochę pechowy koń, bo w Derby - do których wystartował jak faworyt - położył się w startmaszynie i być może dlatego wypadł słabiej (był ósmy). W St. Leger (siódme miejsce) został "zarąbany" w wyścigu przez innego konia i ze względu na rany nie wyszedł już do startu. W zimie wyleczył się, na wiosnę wybornie wyglądał i galopował, ale niestety w ostatnim czasie nabawił się kontuzji ścięgna i nie wiadomo, czy w sezonie 2011 będzie w stanie wystartować.
Jako dwulatek Dżulietto biegał średnio, wygrał jeden wyścig w słabej obsadzie, ale przez zimę niesamowicie progresował. Był królem pierwszej części sezonu 2010 - zwyciężył w dwóch prestiżowych próbach na milę - nagrodach Strzegomia i Rulera, a następnie w Iwna i Kozienic na 2200 i 2000 m. W gonitwach na dłuższych dystansach - 2400 i 2800 m wypadał słabiej, ale trudno jednoznacznie powiedzieć, czy wynikało to z tego, że nie trzyma dystansu, czy bardziej z wypadków, które mu się przytrafiły.
Dżulietto pochodzi z premierowego w Polsce rocznika po ogierze Exaltation (oba konie to kasztany), wyhodowanego przez potentata światowej hodowli szejka Mohammeda al Maktoum z Dubaju, który bardzo cenił tego konia. Wcześniej ogier ten krył w Czechach i zostawił tam bardzo słabe potomstwo. Kilkanaście startujących tam koni po nim wygrało ledwie kilka wyścigów najniższej kategorii. W Polsce natomiast Exaltation debiut miał znakomity, bo oprócz Dżulietto urodził się po nim zwycięzca St. Leger na Słowacji Ułan oraz najlepszy dwulatek polskiej hodowli na Służewcu w 2010 roku - Tybet. Nieźle biegała też Temida.
Exaltation jest synem zwycięzcy Nagrody Łuku Triumfalnego Rainbow Questa. Dobrze biegał na dłuższych dystansach (8 startów, 2 zwycięstwa, 75 tys. funtów). Wygrał Gallinule Stakes (G3) na 2000 m, był też drugi, krótko za słynnym angielskim derbistą Galileo w innym wyścigu G3. Exaltation zajął też piąte miejsce w irlandzkim Derby. Pochodzi z dobrej linii żeńskiej - jego babka urodziła Saumarez (także wygrał Łuk Triumfalny). Jak cenne jest pochodzenie Exaltation można było się przekonać w 2010 roku. Niemieckie Derby w Hamburgu wygrał Buzzword, którego matka Bustling jest półsiostrą Exaltation. Co ciekawe Buzzword jest po milerze Pivotalu, a Bustling po Danehillu (także słynącym głównie z szybkości), a potrafił wygrać Derby na 2400 m, a więc w genach tej rodziny żeńskiej muszą być silnie zakodowane uzdolnienia stayerskie.
Wydaje się więc, że źródłem szybkości i klasy Dżulietto jest matka, Dżeni Lady, zwyciężczyni Nagrody Wiosennej, córka Professionala. Babka Dżeni Lady - Dżulia była rekordzistą toru w Wiedniu na 1200 m (1 min 9 s). Pochodzący z tej samej rodziny, wnuk Dżulii, Dżygit (Professional - Dżulliana po Aprizzo), także podopieczny będącego trenerskim objawieniem ostatnich dwóch lat na Służewcu Wojciecha Olkowskiego, był w 2009 roku drugi w Wielkiej Warszawskiej. Dżygit przechodzi obecnie rehabilitację po zerwaniu ścięgna i być może jesienią 2011 roku zobaczymy go znów na torze.
Trzy czarne konie od Walickiego
Podobną kontuzję jak Dżygit miał wicederbista z 2009 roku Zico (Ecosse - Zarita po Freedom Cry). Po ponadrocznej przerwie wznowił już treningi w stajni Andrzeja Walickiego, kentruje dość szybko (robił nawet pierwszy galop) i jest szansa, że wystartuje w lipcu. Zico jest wnukiem zwyciężczyni Wielkiej Warszawskiej Zagary. Ten potężny wyrośnięty kasztan jest z pierwszego rocznika po zakupionym przez Andrzeja Zielińskiego ogierze Ecosse (syn francuskiego derbisty, zwycięzcy Łuku Triumfalnego Peintre Celebre, a wnuk wybitnego niemieckiego Acatenango), który słabo biegał, ale od razu dał w stadzie derbistę (Sorosa) i wicederbistę (Zico). Nieźle biegała córka Ecosse - Decossa, dobrze zapowiadają się trzyletnie Boozer i Maximus oraz dwulatki po nim od oaksistki Desert Dabby i matki Princess of Leone.
Sądząc z budowy i rodowodu, Zico jako trzylatek nie pokazał jeszcze pełni swoich możliwości. Zico ma bardzo ciekawy, bliski inbred 3x4 na świetnego w hodowli i na torze Nureyeva (wygrał angielskie 2000 Gwinei, ale został przesunięty za Known Facta, ojca Who Knowsa).
Kolejnym pozagrupowym koniem w stajni trenera Walickiego jest wyhodowany w Golejewku Jovellanos (Jape - Jovanka po Enjoy Plan). Ten sześcioletni obecnie ogier nie do końca mógł wykazać swoje duże możliwości ze względu na kontuzje. W wieku trzech lat wygrał nagrody Rulera i Iwna, był faworytem w Derby, ale przybiegł dopiero siódmy. Być może wpływ na to miał fakt, że dżokej Piotr Krowicki spadł z niego tuż przed wyścigiem i ogier długo galopował luzem po torze. W tym samym roku był jeszcze drugi w Kozienic i Wielkiej Warszawskiej. Jako czterolatek odniósł kontuzję nogi, która prawdopodobnie była przyczyną słabego występu w Wielkiej Nagrodzie Słowacji w czerwcu 2009 roku (był siódmy) i prawie rok pauzował. W ubiegłym roku wygrał zmdom Nagrodę Widzowa i był drugi za Hipolinerem, a przed Rutenem w Nagrodzie Prezesa TS, a następnie trzeci w Kozienic. Później znów przyplątały się problemy zdrowotne i do końca sezonu nie biegał. Obecnie świetnie wygląda i galopuje.
Jest synem Jape'a, który dał tak świetne konie jak Galileo, Kombinacja, Magenta, Imbra, Tulipa, Nowator, czy Age of Jape. Jego matka Jovanka (po Enjoy Plan, który daje konie świetne w płotach i przeszkodach, choćby Kolorado) nie biegała, ale pochodzi z cennej rodziny włoskiej derbistki Jacopa Del Sellaio, która wydała takie konie jak Jarabub, Jaguar, Jaźwa, Jaszczurka, Jaźwiec, Jagmin, Jam Hetman, Jazzman, Jęczmień.
Kapitalnie na wiosnę galopuje i wygląda inny podopieczny trenera Walickiego - Invisible Dubai (Dubai Destination - Far Reaching po Distant View), zakupiony jako roczniak w Wielkiej Brytanii przez Andrzeja Pietrzaka, a obecnie należący do Włocha Francesco Botury. Invisible Dubai jest zinbredowany 3x3 na legendę amerykańskiej hodowli - Mr Prospectora. Dlatego wydawało się, że będzie koniem przede wszystkim szybkim i może mieć problemy na długich dystansach. Tymczasem okazał się stayerem. Podobna historia jest z jego ojcem Dubai Destination, zwycięzcą Queen Anne Stakes (G1) w barwach Godolphin na 1600 m. Na torze był świetnym milerem, a w hodowli nieoczekiwanie dał przede wszystkim stayerów (krył w Darley, słynnej stadninie szejka Mohammeda). Obecnie został przesunięty do hodowli koni płotowych i przeszkodowych, gdzie wróży mu się wielką karierę ze względu na to, że przekazuje potomstwu wytrzymałość.
Invisible Dubai jako dwulatek miał problemy rozwojowe z nogami i nie biegał. Dlatego nie mógł wykazać w pełni swoich możliwości jako trzylatek. Ponieważ jest koniem dużym, masywnym, trudno go było przygotować do Derby, a ze względu na jego rodowód stajni bardzo na tym zależało. Jako trzylatek miał duży brzuch i wolno dochodził do dobrej kondycji, a musiał nadrabiać zaległości. Wygrał swoje dwa pierwsze wyścigi w karierze, a następnie zaliczył niecodzienną serię startów, która chyba spowodowała kryzys jego formy. W ciągu zaledwie trzech tygodni zaliczył trzy starty w poważnych dystansowych próbach - Memoriale Jednaszewskiego (czwarty), Aschabada (pierwszy) i Derby (dziewiąty). To musiało go kosztować i długo osiągał słabsze rezultaty. Błysnął dopiero w długodystansowych próbach - St. Leger (trzeci) i Sac a Papier na 3200 m, którą wygrał w wielkim stylu. Ostatnią zimę przepracował bez przerw, zgubił brzuch i jest to eksterierowo i wyścigowo zupełnie inny koń niż w 2010 roku.
Atak z zaplecza
Lekkim rozczarowaniem były ubiegłoroczne występy zakupionego po karierze dwuletniej na Wyspach Brytyjskich przez państwa Plavaców ogiera Atacama Crossing (Footstepinthesand - Endure po Green Desert). Jako dwulatek wygrał w treningu Barry'ego Hillsa w czterech startach jeden wyścig (Maiden w Leicester, Class 4 na 1200 m). W wieku trzech lat biegał po dwa razy w Bratysławie i Pradze oraz raz w Warszawie. Zajął trzecie miejsce w czeskim odpowiedniku naszej Nagrody Rulera - Velki Jarni Cena, a następnie był czwarty w Derby w Pradze. Trzy tygodnie później w Derby Słowacji wypadł już słabo - był ósmy.
Jego ojciec, kryjący obecnie w słynnej stadninie Coolmore po 10 tysięcy euro, Footstepsinthesand (po Giant's Causeway), był świetnym wyścigowcem, ale biegał tylko trzy razy i tyleż wygrał, w tym w ostatnim starcie angielskie 2000 Gwinei. Raczej był milerem, choć na dłużej go nie sprawdzono. Wśród jego przychówku (Formsona wygrała dwie Grupy 2 na 1200 m) dominują konie o uzdolnieniach sprinterskich i milerskich. Do tego ojciec matki Atacama Crossing - Green Desert - to wybitny reproduktor (m.in. Invincible Spirit, Oasis Dream, Cape Cross, Markab, Owington, Sheik Albadou), ale przede wszystkim dający sprinterów. Tym bardziej dziwi zapis Atacamy do polskiego St. Leger na 2800 m. Zajął w nim ostatnie ósme miejsce, ze sporą stratą do czołówki, ale odniósł kontuzję. Nie można więc przesądzać, czy zupełnie nie trzyma dystansu, czy wynikało to z problemów zdrowotnych. Podobnie jak Ruten, Atacama Crossing jest przygotowywany się do sezonu we Włoszech.
Jednym z objawień sezonu 2010 był wyhodowany w Krasnem Charro (Jape - Czarda po Eternity's Breath), bliski krewny Czababy, która była druga za Kliwią w Wielkiej Warszawskiej. W jedynym swoim starcie w wieku dwóch lat Charro odniósł zwycięstwo. Wiosną 2010 trafiał na bardzo mocne konie (Kardinale, Against the Wind, Bonsai's Blade) i początkowo nie mógł odnieść zwycięstwa, aż przyszła wygrana w wielkim stylu w Memoriale Jerzego Jednaszewskiego. Podopieczny Krzysztofa Ziemiańskiego pokazał wówczas, że bardzo dobrze czuje się na twardej nawierzchni. W Derby przeszedł fatalnie, był 17 na 18 koni, ale później łatwo wygrał gonitwę grupową i był czwarty w Nagrodzie Kozienic w silnej stawce, a następnie drugi w Przedświta. Sezon zakończył swobodną wygraną 19 września w biegu o Nagrodę "Życia Warszawy", a później do końca sezonu już nie biegał z powodu urazu ścięgna. Po wyleczeniu go wznowił treningi i jest wielką nadzieją stajni, bo jako syn Jape'a, późno dojrzewający koń, który prawie nie biegał jako dwulatek, może w tym roku jeszcze progresować.
Córka Galileo w Polsce
Ze zrozumiałych względów duże zainteresowanie na Służewcu wzbudza czteroletnia Palmilla (Galileo - Quatre Saisons po Homme de Loi). Jest to pierwsza w Polsce córka Galileo, zwycięzcy angielskiego i irlandzkiego Derby oraz King George VI and Queen Elizabeth Stakes. Galileo jest championem reproduktorów w Wielkiej Brytanii, stanówka nim oscyluje wokół 100 tysięcy funtów. Dał on tak znakomite konie jak derbiści z Irlandii i Anglii - Cape Blanco, New Approach, Soldier of Fortune, a poza tym Rip Van Winkle, Teofilo, czy Lush Lashes. Galileo jest urodzony w purpurze, bo jego ojcem jest sam Sadler's Wells, a matka Urban Sea wygrała Nagrodę Łuku Triumfalnego, urodziła także innego derbistę z Epsom, niezwykle cenionego Sea the Stars.
Palmilla na aukcji kosztowała tylko 4,5 tysiąca funtów, a więc jak na córkę Galileo nie była zbyt ceniona. Biegała w Anglii i na Węgrzech, gdzie zajęła trzecie miejsce w Oaksie. Wygrała dotąd dwa wyścigi i ponad 14 tysięcy euro. Jest niewysoka, ale zgrabna. Miała w poprzednich latach kłopoty ze ścięgnami, ale - jak poinformował trener Emil Zahariew, obecnie jest z nimi dobrze. Klacz bardzo się podoba trenerowi i w wyścigach długodystansowych wiąże on z nią duże nadzieje.
Matka Palmilli nie biegała, jest po średnio cenionym w hodowli ogierze Homme de Loi (zwycięzca Grand Prix de Paris). Jej babka biegała słabo, matka nie urodziła dotąd zbyt dobrych koni. Brat Palmilli - Fire and Run biegał dobrze ale w gonitwach płotowych. Bardzo dobra była jej prababka, która wygrała wyścig G2 oraz urodziła Entrepreneura, zwycięzcę 2000 Guineas Stakes oraz wiceoaksistkę angielską Dance a Dream.
Kto królem sprintów?
Bardzo ciekawie przedstawia się też sytuacja wśród polskich starszych sprinterów i milerów. Od dwóch lat prym na tych dystansach wiedzie Golden Tirol (Is Tirol - Goldglockchen po Big Shuffle). Należący do państwa Plavaców, którzy zostali wybrani "Właścicielami roku 2010", ogier wygrał dotąd w 20 startach 10 wyścigów. Zarobił 190 tys. zł i 33 tysiące euro. Jest najlepszym milerem nie tylko na Służewcu, ale i w Europie środkowo-wschodniej i nie zmienia tego porażka w KMET Mile, poniesiona po tym, jak ogier ścigał się od startu w szaleńczym tempie z Dżazzil.
Golden Tirol pokazał jednak, że potrafi biegać także na dłuższych dystansach - jako trzylatek wygrał Derby Austrii na 2200 m, a w 2010 roku był drugi w Nagrodzie Kozienic na 2000 m. Jako roczniak kosztował zaledwie 1200 euro, jest najlepszym synem swego mało wykorzystywanego w hodowli ojca - Is Tirol. Najcenniejszy w jego rodowodzie jest dziadek - Big Shuffle, podpora niemieckiej hodowli jeśli chodzi o szybkość.
Zwany pieszczotliwie "Dziadkiem" Green Maestro (Who Knows - Green Fee po Windwurf) ma już w tym roku 10 lat, ale zamierza nadal walczyć o laury w gonitwach sprinterskich. Zadanie ma trochę utrudnione, bo coraz częściej nękają go krwotoki. Wygrał dotychczas aż 19 wyścigów, z tego większość pozagrupowych. Ustanowił niebywały rekord, wygrywając pięć razy z rzędu Nagrodę Syreny. Ustępuje już możliwościami młodszym Golden Tirolowi i Dżazzil, ale tego pierwszego potrafił jeszcze pokonać w 2010 roku w "swojej" Nagrodzie Syreny.
Niezwykle szybką i dzielną klaczą jest Dżazzil (Be My Chief - Dżewia po Special Power), prawnuczka Dżamiry, która urodziła trójkoronowaną Dżamajkę. Jako dwulatka Dżazzil była niepokonana w trzech startach, m.in. Cardei i Criterium (po dyskwalifikacji Golden Tirola, któremu nawet w najwyższej formie ustępuje trochę klasą). W ubiegłym roku wygrała Wiosenną i Krasne, była druga w Criterium i Mosznej. Potrafiła nieźle biegać w dystansie, bo była druga za Kardinale w Soliny i trzecia w Oaksie, za Infamią i Kardinale. Jej ojciec Be My Chief był świetnym dwulatkiem w Anglii. Jako reproduktor krył w USA i Niemczech, dał sporo wartościowego potomstwa. W Polsce, obok Dżazzil, jego najlepszym przychówkiem była najlepsza dwulatka na torze w swoim roczniku Kenya Dance.
Udaną karierę w wieku trzech lat miał Drybler (Da Xian - Djakarta po Jape). Ma ciekawy rodowód, bo ojciec Da Xian był świetnym na Służewcu sprinterem, a dziadek Jape daje głównie konie dystansowe. Drybler wystartował w Derby po dwóch wygranych w wyścigach zaledwie trzeciej grupy. Okazało się, że trener Marek Nowakowski wiedział co robi. Niespodziewanie Drybler w biegu o Błękitną Wstęgę zajął pod Piotrem Piątkowskim trzecie miejsce, najlepsze z ogierów. Wydaje się jednak, że optimum dystansowe tego niewątpliwie wszechstronnego ogiera jest niższe. Potwierdziła to dalsza kariera, bo był óśmy w St. Leger i szósty w Wielkiej Warszawskiej na dystansach 2800 i 2600 m, a w sprinterskim Criterium na 1300 zajął dobre trzecie miejsce. W tym roku Drybler zacznie od wyścigów grupowych. Będzie startował głównie w gonitwach milerskich i średniodystansowych, ale niewykluczone, że pobiegnie też w słabiej obsadzonych wyścigach na dłuższych dystansach.
Niezły sezon wiosenny miał sprowadzony z Anglii Bonsai's Blade (Needwood Blade - Bonsai po Woodman), który zimą mocno poprawił i zajął trzecie miejsca w nagrodach Rulera i Iwna, był też czwarty w Derby, w ostatnim foulee bijąc Against the Wind. W St. Leger był czwarty, w Wielkiej warszawskiej ósmy. Wydaje się, że lepszą opcją dla niego będą jednak dystanse milerskie oraz średnie i tak podobno ma biegać. Jego ojciec Nedwood Blade (po Pivotalu, z matki po kryjącym u nas Be My Chief) wygrał 9 gonitw na 38 startów (najwyżej w G3) i 310 tys. dol. Wygrywał głównie na 1000-1200 m, ale też i na 1800 m. Matka Bonsai's Blade jest po świetnym Woodmanie, ale konie amerykańskie też biegają dobrze zwykle do 2000 m. Babkę Bonsai ma jednak po Sadler's Wellsie a jedną z prababek po Nijinskym, a to przecież stayery, stąd przyzwoite występy długodystansowe.
Szanse na płatne miejsca w pozagrupowych gonitwach sprinterskich i milerskich mają także Kalin, który z wiekiem jest coraz lepszy oraz Doctor Dahess (ma świetne dla tych dystansów połączenie krwi Dr Fonga i Green Desert), który miał udaną wiosnę 2010, zajmując drugie miejsca za Dżulietto w nagrodach Strzegomia i Rulera. Później chyba niepotrzebnie biegał na zbyt długich dla siebie i dystansach i był poza płatnymi miejscami w Derby (6) i Iwna (7).
Z myślą o tym, by zdetronizować króla sprinterów i milerów Golden Tirola zakupiony został na aukcji Tattersalls w Newmarket zinbredowany 3x4 na Mr Prospectora - pięcioletni wałach Inheritor (Kheleyf - Miss Devious). Ma on bardzo ciekawy rodowód, bo jego czwarta matka to słynna Fairy Bridge, która urodziła Sadler's Wellsa, a piąta to Special, matka Nureyeva. Ojciec matki Inheritora to angielski derbista z Epsom Dr Devious, półbrat kryjącego w Polsce Royal Courta. W rodowodzie Inheritora aż się roi od wielkich sław. Mniej słynny jest tylko jego ojciec Kheleyf, który wygrał trzy wyścigi jako dwu i trzyletni na dystansach od 1000 do 1400 m, w tym G3 w Ascot - Jersey Stakes.W stadzie dał około 200 zwycięzców na ponad 2 mln funtów. Najlepszy jego syn Sayif wygrał wyścig G2 Diadem Stakes.
Inheritor, trenowany przez Bryana Smarta, w 18 startach wygrał Wielkiej Brytanii trzy niezbyt wysokiej rangi wyścigi. Dwa razy na 1400 i raz na 1800 m. Zarobił w swojej karierze 24,5 tys. funtów. Najwyższy jego timeform - 83. Wydaje się, że był raczej koniem trochę słabszym od polskiej czołówki sprinterów, ale nie można wykluczyć, że poprawi, bo w treningu Wojciecha Olkowskiego pięknie wygląda i wydatnie galopuje. Jest dużym, bardzo muskularnym koniem. Zadebiutuje prawdopodobnie w biegu II grupy 23 kwietnia na 1800 m, a następnie w Nagrodzie Jaroszówki.
Nearco
|
 |